Znaki… czyli czym jest widzenie świata na wielu płaszczyznach

Nie bez powodu pewnie często kończę zdanie trzema kropkami … nie bez powodu także pewne zdarzenia pojawiają się w moim życiu więcej niż nawet dwa razy. 

Peter Jackson zrobił kiedyś taki film „Niebiańskie stworzenia”. To historia ucieczki, ucieczki w świat fantazji. Ucieczki przed krzywdzącym światem.Ucieczki w świat fantastycznych postaci, które zdają się być cenniejsze niż życie człowieka tu na ziemi.

Mnie zdarza się odlecieć w taką fantazję, że często zapominam o pryzmatycznych aspektach życia.  Jednak dzisiaj wiem, że warto w tej podróży pamiętać, że ważne są co najmniej dwie płaszczyzny: ta, której nie widzą i nie odczuwają wszyscy i ta ziemska, którą wszyscy czują aż za dobrze…

Gdy piszę scenariusz to jestem w totalnym odlocie. Nie wyobrażam sobie nie słuchać melancholijnej muzyki, tak by ta niewidzialna ręka sięgnęła głęboko mojej duszy! Widzę wtedy siebie jak spadam w otchłań. Często w tych snach uciekałam, dopóki mój syn nie uświadomił mnie, że trzeba dać się tym potworom pożreć i wtedy znikają. Zrozumiałam wtedy, że uciekanie od lęków sprawia, że nas gonią jeszcze bardziej. Dlatego zamiast się bronić, walczyć po prostu odpuszczam i pozwalam się pożreć… a one nażarte tracą swoją moc.   Przeraża mnie ten proces czasami, bo nigdy nie wiem czy z niego wrócę, nie wszyscy wracają przecież…

Tak samo czasami boję się zobaczyć znaki, bo one nie zawsze zwiastują pozytywne zdarzenia. Czasami rozlana woda pod pralką mówi jednak, żeby być bardziej uważnym… Żeby zadbać o podstawy, o fundamenty..

Gdy zaczynałam pracę nad podświadomością, działając ze snami, z synchronicznością, z medytacją, tarotem i wreszcie po prostu otwierając się na znaki płynące z powtarzanych słów, zdarzeń i po raz kolejny spotykanych ludzi, myślałam że te komunikaty wysyłane przeze mnie i  jednocześnie odbierane przeze mnie należy traktować dosłownie, że one nam mówią co mamy zrobić …

Okazuję się jednak, że TE znaki to po prostu znaki zapytania… Te informację, powtarzające się liczby, zdarzenia, stale spotykane te same osoby to po prostu pytania… pytanie co to dla nas znaczy? Bo zawsze znaczy. Zawsze gdy zwracamy na coś uwagę to musi mieć znaczenie dla nas i wtedy warto odpowiedzieć na pytanie co zamierzamy z tym zrobić?

Ciagle mówię sobie, żeby się uziemiać, bo przecież w życiu artysty jest tego ugruntowania za mało… Za to znowu zapominam, że gdy przychodzi zdarzenie, które Cię tak mocno przygniata do ziemii to wtedy dobrze jest odlecieć. Przypomnieć sobie, że poza tym co oczywiste jest jeszcze płaszczyzna, na której wszystko jest możliwe. Nasz umysł potrafi oszaleć, potrafi nas atakować myślami, które nawet nie należą do nas, ale ma także inną piękną umiejętnośc. Umiejętnośc kreowania obrazów i widzenia świata na wielu płaszczyznach. Wystarczy się zatrzymać i popatrzeć. Otworzyć się na wskazówki, które oświetlają nam drogę w ciemności. Gdy zawężamy swoje pole widzenia, wtedy wystarczy jedno wąskie źródło światła, wystarczy jeden głos z zewnątrz mówiacy: jestem z Tobą, by poczuć wsparcie, które pozwoli nam ruszyć dalej. 

fot. Marta Szostak

Freud we „Wstępie do Psychoanalizy” pisał o tym, że za każdym przekręconym słowem stoi znaczenie… Jung mówił o synchroniczności, o powtarzalności, o przekazie pomiędzy strefą naszej jaźni, która widzi tylko to co przed naszymi oczami i tym co w nas głęboko ukryte. 

Te wszystkie spotkania bliskich osób w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie, te odnalezione po roku słuchawki na plaży, te liczby, które na końcu drogi nagle pojawiają się na ogromnym statku, te dwa gołębie, dwa motyle i dwa delfiny w Bałtyku, dwa razy usłyszany komunikat na lotnisku o zagubionej walizce… Zegar na stacji, który zwalnia i przyspiesza… Sny o bestiach w nas samych, gdy spotykamy nowych ludzi, te same karty Tarota wyskakujące z talii… Lęk przed wchodzeniem do podziemii i sen o Labiryncie Fauna…

Stale szukam odpowiedzi skąd bierzę się takie widzenie świata. Czy to ja mam zaburzoną percepcję, czy cała reszta świata? Czy wiara daje mi możliwość widzenia więcej, czy to obłęd? 

Czy zakotwiczony stale umysł może być szczęśliwy? Czy raczej życie fantazją? Czy przypadkiem zbytnie uziemienie nie prowadzi do depresji,  a odrealnienie do obłędu? Czy może jak zwykle prawda leży po środku?

Równowaga pomiędzy skrajnymi emocjami i pomiędzy tym co materialne, a tym co duchowe to ten złoty środek, Święty Graal, to ten stan spokoju, o którym mówią buddyści, to balans w naturze, który możemy odnaleść w sobie i który jest dobrym sposobem na przeżywanie życia w PEŁNI. 

i to jedna z płaszczyzn życia o, której jest mój film 🙂

Agnieszka Bekalarczyk

www.bekalarium.com

Written By

Four The Same Fingers

Wyobraź sobie małą dziewczynkę w kucykach, która siedzi na dywanie przed telewizorem i ogląda jeden film za drugim, a za nią toczy się życie. Wpatrzona w ekran nie widzi nic poza ruchomymi obrazami, a jej umysł pożera historie jedna za drugą. To ja. Piszę historie i tworzę obrazy odkąd pamiętam. Filmowe, fotograficzne i te w mojej głowie. Ta umiejętność to mój silny potencjał. Wykorzystuję go w swojej sztuce i w pomaganiu innym zauważyć, że nasze życie to film, do którego scenariusz piszemy sami, a każdą scenę możemy sobie wyobrazić, bo nasz umysł ma przepiękny dar tworzenia obrazów.