Śmietanka Towarzyska – Woody Allen – Nadal płodny

woody allen śmietanka towarzyska

Tak, dokładnie tak. Wielkie Brawa dla honorowego nowojorczyka, który zabiera nas w tę inteligentną, sentymentalną podróż. Nowy film Allena wpisuje się idealnie w jego styl. Kolejny film reżysera, który wciąga jak dobra powieść. Stary, ale jak bardzo nadal jary Allen to moim zdaniem najbardziej płodny artysta współczesnego kina. Mam wrażenie, że on wyciąga scenariusze z jakiegoś archiwum lub kończąc jeden zaczyna drugi. I nie jest to na pewno mass production. Każdy jest wyjątkowy – prosty, a tak „ludzki” chciałoby się rzec. Sarkastyczna powaga sytuacji zawarta w dialogach postaci, które napisane w powieści potrzebowałyby co najmniej kilkunastu stron opisu każda. Ponadto oglądając „Śmietankę Towarzyską” zapominam zupełnie o środkach wyrazu. Nie mają dla mnie w tym momencie znaczenia, choć inne filmy zawsze analizuję z perspektywy początkującego filmowca, patrząc na zdjęcia(kompozycja kadru, ruch kamery, kolory), montaż, wreszcie aspekty produkcyjne. Filmy Allena całkowicie wyłączają moje myślenie pdt: Jak to zostało zrobione. Decyduje o tym scenariusz bogaty w detale, inteligentne dialogi i kreatywne postaci. W tym filmie, jak zresztą w pozostałych Allenowskich aktorzy wychodzą ze swoich hollwoodzkich schematów. Zawsze taka sama Kristen Stewart tu jest bardzo wyjątkową VIVIEN. Jesse Eisenberg miał już okazję pokazać co potrafi w Zakochanych w Rzymie. Tymczasem nadal przechodzi samego siebie. W końcu zaczynam rozumieć fenomen tego chłopaka. Nie wspomnę już o Stevie Carrellu i Blake Lively – jak udało się reżyserowi zamienić tak skomercjalizowanych aktorów w kunsztownych bohaterów! Nie można pominąć drugoplanowej roli Jeannie Berlin, która zagrała Rose Dorfman, matkę głównego bohatera – Marvelous Marvelous Marvelous – jak to się mówiło w starym kinie. To niezwykłe odkrycie, które do tej pory zagrało w kilku nieznanych produkcjach stanie się muzą Woodiego Allena tak jak Chus Lampreave Pedro Almodovara. Drugoplanowa starsza Pani, która jest wszędzie i w każdym filmie reżysera. Zawsze piastując to samo miejsce w scenariuszu. Oglądając film mam wrażenie, że artysta z wiekiem robi co raz lepsze i świeższe filmy. Tak jakby robił sentymentalną podróż w przeszłość, zachowując przy tym swój styl i lekkość. Po za tym miejsca – California i Nowy Jork. Hollywood i Greenwich Village, Beverly Hills i Central Park. Od diamentów po zadymione kluby jazzowe. Tak jak pisałam nie zwraca się uwagi na detale oglądając filmy Woodiego Allena, ale analizując zdjęcia po seansie myślimy, że są proste, głównie statyczne. Tak mogłoby się tylko wydać. Okazuję się, że jest w nich o wiele więcej. Ciepłe kolory, rozmyte twarze i „bliki” w oczach – nawiązujące do klimatu filmów lat 30tych. Trudno mi mówić o scenografii czy kostiumach, bo nie wiem czy właśnie takie trendy obowiązywały w latach 30tych. Wiem jednak, że nie miało to dla mnie dużego znaczenia, bowiem historia, śmiech i wspomnienie dawnej miłości 😉 okazały się ważniejsze!

Written By

Four The Same Fingers

Mieszkam w szklarni. Dosłownie mój dom to szklarnia. Cóż mogę powiedzieć. Starego poniosła wyobraźnia :D nie ubolewam, bo mieszkając na dolnośląskiej wsi mam namiastkę Skandynawii. Mam 30 lat na karku i kilka fanpage’ów. Żaden nie daje pełnego upustu dla mojego ekshibicjonizmu. To dało powód do narodzin FOURTHESAMEFINGERS. Skąd ta nazwa? Opowiem niebawem w telewizji śniadaniowej ;) Z wykształcenia nie chwaląc się zupełnie, słaby dziennikarz, trochę lepszy kulturoznawca, marny operator ;) i całkiem niezły kierownik produkcji – filmowej – rzecz jasna. Z doświadczenia sprzątaczka z Manhattanu (bez kitu), sprzedawczyni w 0,99$ Store z Greenpointu, tancerka orientalna, kelnerka, marketingowiec, tygodniowy kierownik działu marketingu, dosyć poważna asystentka kierowników produkcji, mniej poważny reżyser, producent, operator we własnej JEDNO OSOBOWEJ działalności gospodarczej i wreszcie stara starego i matka 6-letniego kucharza.