POKOT Agnieszki Holland – od produkcji po premierę  – to nareszcie koniec 😉

Yyyy nie mogło zabraknąć tego wpisu o POKOCIE u mnie. Dlaczego? Może dlatego, że znalazłam się na napisach … pf .. 😉 piszę tak nie skromnie, bo żeby doczekać się mojego nazwiska w napisach trzeba trochę poczekać, a i to mój pierwszy tak wielki sukces dlatego chwalę, się bo nie wiem kiedy nadarzy się znów taka okazja. Obiecuję postarać się o większe pokłady skromności przy następnych filmach …. A już na pewno nie będę taka zuchwała jak wyjdzie do kin mój film. Pisząc mój mam na myśli reżyserie albo zdjęcia … produkcję EWENTUALNIE – zdecydować sama nie mogę bidulka. Dobrze, że jest taka forma jak low budget film – tutaj mogę się spełniać od scenariusza, przez zdjęcia po postprodukcję, ale wróćmy do tematu naszych zajęć czyli do POKOTu.

Długo myślałam co pisać, czy recenzować film czy pisać jak się tyrało w produkcji … cieszę się, że nie napisałam od razu po premierze, bo dopiero zobaczywszy film po raz drugi mogę napisać szczerze co myślę – o pracy w produkcji, o samym filmie, premierze i wyjściu na film z bliskimi … i dlaczego to było ważniejsze niż sama premiera.

JAK WYGLĄDA PRACA W FILMIE – liznęłam już coś tam, choć niewiele, na studiach jednych i drugich, ale cholera jednak praktyka to praktyka i dziś mogę śmiało stwierdzić – praca w filmie to nie lada ZAPIERDOL.

Myślicie – pierdoli głupoty, przy filmie pracuje 100 osób, zdjęcia trwają 60 dni, w tym czasie artyści chodzą po łąkach szukając plenerów i rozmyślając gdzie będą lepsze zdjęcia, ekipa chleje na umór, po kilku latach wiecznej imprezy film trafia do kin zarabia miliony (bo wszyscy chodzimy do kina zwłaszcza na polskie filmy, a nie ściągamy ich z neta…) wszyscy jeżdżą limuzynami i dzięki bogu dają nam trochę tej rozrywki w kinie przez te marne 1,5h, jeśli jest inaczej to hejt na pełnej petardzie. Tymczasem proszę Państwa tak nie jest. Piszę, bo widziałam nie będę argumentować, bo nie mam narzędzi, musicie mi uwierzyć na słowo: w filmie nie ma ludzi z przypadku, wszyscy zapieprzają na takich samych obrotach, bo konkurencja jest duża, szanse mają tylko zaangażowani ludzie, nie ma miejsca na opierdalanie, jak się śpi w trakcie zdjęć w bagażniku samochodu, znaczy, że się zapierdalało w nocy. Jest stres, bo jak nie dopiszę pogoda w dzień zdjęciowy zaplanowany w zimie w mocno zaśnieżonej lokacji – duża kasa idzie się w pizdu. Duża, bo te filmy które oglądamy w kinie naprawdę uwierzcie mi nie są kręcone go pro czy lustrzankami tylko poważnym mega zajebiście drogim sprzętem, którego tylko rental (firma wypożyczająca sprzęt) ma na własność i każdy dzień wypożyczenia kosztuje …. Dużo po prostu  i teorie tych, którzy uważają, że 6mln na kilkuletnią pracę wielu osób i roczną pracę 100 osób to dużo niech się stukną w głowę.

OCZYWIŚCIE przecież można nie zatrudniać tych wszystkich ludzi, po co na planie osoba, która odpowiada tylko za to, żeby w kadrze nie pojawiły się wszystkie niepotrzebne elementy – no właśnie po to, żebyście im później tego nie wytknęli. A i tak często zdarzają się tzw. wpadki. Nikt nie chcę się dzielić kasą więc uwierzcie żebyście mogli oglądać filmy w kinie, które przenoszą w was w inny świat – każda pracująca w produkcji i na planie osoba jest niezwykle ważna i każda też o tym wie, BO Przemysł filmowy jak się przekonałam to WIELKI SZACUNEK dla człowiek i jego pracy (nie mylić z telewizją). Ile razy w życiu słyszałam – film, zdjęcia? Ale że jakoś barterowo możemy, albo będziemy panią polecać – NOSZ KURWA. W produkcji filmowej nawet mrówka dostałaby wypłatę byleby nie wchodziła w kadr!

Ja też się nie prosiłam o posadę! Chciałam tylko nosić kawę, w dodatku za darmo – serio. Jakoś się przyzwyczaiłam do tego, że zazwyczaj artyści (przepraszam koledzy, jeśli to was nie dotyczy) proponują pracę w imię tzw. SPLENDORU ….

Oj wychodziłam sobie tę robotę, castingi, maile, telefony, spamowanie skrzynki kierownika produkcji. Prosiłam tylko o obecność na planie, bo w Państwowej szkole filmowej (są dwie w Polsce, więc wybierzcie sobie 😉 na kierunku Organizacja Produkcji Filmowej i Tv. nie zobaczyłam nawet kamery…. Może dlatego, że kończyłam studia zaoczne, no cóż wolałam pracować na pełen etat (wiem – nienormalna), a jak wiadomo studenci zaoczni to gorszy sort, więc po ch… ich uczyć czegoś sensownego.

W produkcji POKOTu asystowałam kierowniczce ds. lokacji, NOWA RUDA i okolice to był mój region – szukałam lokacji, dbałam o nie, utrzymywałam relacje z zarządcami, w reszcie w dniu zdjęciowym pilnowałam by się nic nie spierdoliło i statyści nie pili kawy z ekspresu właściciela obiektu, ale z przygotowanych dla nich termosów 😉 tak w skrócie oczywiście. Czy miałam jakąś frajdę z tej pracy? –wychodziłam o 3 nad ranem wracałam o 19/20, jak się zaczynały zdjęcia – rzygać mi się chciało ze stresu, byłam tak przejęta swoją rolą, że zapomniałam jak się nazywam – oczywiście to wynik tego, że to mój pierwszy film spełnienie największych marzeń i tak strasznie mi zależało, że codziennie czułam się jak I dnia nowej szkoły … – frajda po bandzie…
-10, zima, 10h stania na zewnątrz – przemarznięta, ztyrana na maxa prawie się zesrałam ze szczęścia jak Pani reżyser zrobiła ze mną niedźwiedzia 😀 do tej pory nie wiem czemu, ale tak mnie naładowała energią, że z rogalem na twarzy wróciłam do domu i następnego dnia zajarana wracałam podglądać mistrza i ekipę mega skoncentrowanych, poważnych ludzi – którzy dają nam tylko chwilę rozrywki w kinie…przecież

NO ALE Pokot dał nam akurat coś więcej. Rozrywka w tym przypadku to też dobre słowo, bo ten film to balsam dla duszy. Od frustracji, przez smutek, rozbawienie po poczucie ulgi – taki jest właśnie POKOT i to jego fenomen. Daję nam tyle emocji czasami przeskakując z jednych na drugie w zupełnie nie spodziewanych momentach. Frustracja, która rodzi nienawiść tutaj zostaję odebrana w sposób zrozumiały – cholera wreszcie ktoś się nie zgadza na tych którzy te frustrację budzą i mówi TAK NIE MOŻE BYĆ. Nie możemy stale mówić – taki jest już świat, nic nie jesteśmy w stanie z tym zrobić.
Dlatego podwójnie bliski jest mi ten film – obudził we mnie fightera na nowo, osobę, o której zapomniałam, bo zniszczyli to we mnie ludzie i sytuacje i wreszcie frustracja zmieniła się w niemoc.

To film tak uniwersalny, że można rozpatrywać go na różnych płaszczyznach. Bohaterki, która walczy o prawa zwierząt – nie trzeba rozpatrywać dosłownie, ona jest metaforą ludzi wykluczonych, bezbronnych, walczących. Gra aktorska Agnieszki Mandat jest tak MOCNA, że człowiek rzeczywiście zaczyna przejmować się tym, że nie jesteśmy sami, że niszczymy ten świat, który paradoksalnie każdy z nas na inny sposób chcę budować. Dlatego należy także traktować ją dosłownie.
Jakby mi ktoś powiedział, że Agnieszka Holland zrobi film o obronie praw zwierząt to bym się puknęła w głowę. LUBIĘ ZWIERZĘTA, żeby było jasne, ale jednak jak urodził mój syn zeszły dla mnie mocno na drugi plan i nie rozumiałam tych, którzy się nad nimi tak trzęsą, w końcu gorszy jest fakt przemocy nad dziećmi.

Och jak mnie ten film pierdolnął w twarz. Jak bardzo to było odważne podjąć taki temat, z którego po prostu mogli się wszyscy śmiać i właśnie absurdalnie widz tak często się na tym filmie śmieje, choć zaraz dostaje za to po twarzy. Do tego postaci: Duszejko, Dobra Novina, Dyzio, Wielka Stopa, Matoga, Wnętrzak … to postaci w ogóle nie filmowe, to się nie mogło w kinie sprzedać. Słowo daję jak przeczytałam scenariusz byłam przerażona – spełniam marzenia w filmie artystki, którą słowo daje od dziecka uwielbiam (ile mój tato się naopowiadał o „Europa, europa”) i on ma mi się nie spodobać???? Przepraszam za chwilę zwątpienia, ale nawet Almodovar miał wpadkę, więc myślałam, że to będzie pierwszy niewypał A.Holland.
Lokacje (Karolina Zielonka) i scenografia (Joanna Macha) były dla mnie od razu cudowne, w moim klimacie, dlatego taką frajdę miałam przy nich pomagać. Zdjęcia i światło obserwowane na monitorach podglądowych dają obraz naprawdę wytrawnym graczom, mnie nie dawały żadnego wyobrażenia. Dopiero w filmie ukazały mi się obrazy, których nie widziałam nigdzie i u nikogo. Na pewno są tacy co widzieli więcej filmów ode mnie, ale jak te zdjęcia nie zostaną nagrodzone na kilku festiwalach to ja już nic nie wiem. To majstersztyk @jolantadylewska i @rafałparadowski – ujęcia Duszejko w lusterku samochodu, jej odbicie w szklanych frontach w momentach największej frustracji – wszystkie konsekwentne, aczkolwiek odważne pokazujące głębokie wnętrze postaci po krajobrazy naprawdę najbardziej tajemniczych plenerów kotliny kłodzkiej. Taki klimat stworzyć zdjęciami naszych gór – pozostaje tylko dziękować, pewnie nie łatwo te nasze góry spierdolić, ale JEDNAK pokazać je w taki sposób, praca drona nie tylko loty z jednego punktu w drugi ale równoczesna praca na głowicy. To nie tylko bardzo artystyczne, na które często nie ma w produkcji czasu i co za tym idzie pieniędzy, ale także niezwykle i wymagające ujęcia.

Wreszcie nadszedł dzień PREMIERY. Premiery w NOWEJ RUDZIE, która miała mi być tak bliska. Mogłam kupić bilety na Berlinale stojąc w kolejkach przez pół nocy, ale wybrałam jednak Nową Rudę, bo myślałam, że będzie tak wyjątkowo.

No i tu też dostałam zaproszenie, więc to znak niby! Znowu od tygodnia nie śpię, chciałabym napisać nie jem, ale niestety JEM dużo, a nie powinnam, bo kiecka, bo to bo tamto … no trzęsę się w dzień premiery jak galareta, bo to ważny dla mnie dzień i jakoś tak naiwnie sądziłam, że dla ¾ Sali kinowej to też będzie taki dzień, bo mieli z tym filmem coś wspólnego, że spotkam tych wszystkich z Nowej Rudy, którzy angażowali się w realizację tego filmu.

Tymczasem rzeczywistość okazała się gorzka. Przed MOKiem protestujący noworudzcy patrioci na szczęście w żałośnie słabym składzie, ale oblała mnie fala wielkiego wstydu. Szanuję zdanie innych w ten sposób, że publicznie na nich nie pluję. Dlatego tych ludzi delikatnie powiedziawszy nie szanuję, bo używając prymitywnych epitetów bardzo obrażają tych, którzy mogą w uargumentowany sposób wyrażać swój światopogląd a im pozostało marne życie w „marnej” Nowej Rudzie (ci którzy to miasto tak tylko postrzegają rzeczywiście powinni dołączyć do noworudzkich patriotów) Tak na marginiesie: do Więckiewicza też coś macie? Bo podczas premiery śmiał się z Was, więc powinniście dopisać go do swojej listy osób, które hejtujecie – na bank chętnie przyjmie zaproszenie.
Po za tym MOK jak zwykle stanął na wysokości zadania i cała oprawa eventu była naprawdę elegancka i stylowa – ujęcia z filmu i plakaty otulały wnętrza holu, do tego muzyka na żywo, delikatne światła na sali kinowej, prowadząca spotkanie z twórcami Karolina Korwin Piotrowska i „gustownie” usadzeni goście – pełen szacun, organizacja takiego eventu to nie lada wyczyn no i wyjszło wam.
Mnie osobiście przykro było patrzeć jak na salę wchodzą osoby, które z filmem miały tyle wspólnego co nic (wiem, że niektórzy to must), ale dla mnie to było wyjątkowe przeżycie i zabolało mnie najbardziej, że zabrakło tych z którymi łączy mnie wspólnota doświadczeń no i RODZINY i bliskich – a dla nich niestety zabrakło miejsca ….
Na szczęście tydzień po zrobiliśmy sobie swoją premierę i znów o zgrozo zabrakłoby dla nas miejsca, bo okazało się, że film cieszy się takim powodzeniem, że po tygodniu grania w tak małym, lokalnym kinie frekwencja była prawie 100% – SZOK! Może docenicie kochani noworudzianie starania MOKu co by dobierać jak najlepszy repertuar w jak najlepszych terminach i będziecie częściej chodzić do naszego kina… to w efekcie pozwoli by kino studyjne miało większe prawa u dystrybutorów niż multipleksy takie jak cinema3d w Kłodzku (w którym POKOT wyświetlany było dopiero tydzień po premierze).
Ech się rozpisałam, tym co wytrwali do końca bóg zapłać, niech moc będzie z wami itd..

Written By

Four The Same Fingers

Mieszkam w szklarni. Dosłownie mój dom to szklarnia. Cóż mogę powiedzieć. Starego poniosła wyobraźnia :D nie ubolewam, bo mieszkając na dolnośląskiej wsi mam namiastkę Skandynawii.
Mam 30 lat na karku i kilka fanpage’ów. Żaden nie daje pełnego upustu dla mojego ekshibicjonizmu. To dało powód do narodzin FOURTHESAMEFINGERS. Skąd ta nazwa? Opowiem niebawem w telewizji śniadaniowej ;)
Z wykształcenia nie chwaląc się zupełnie, słaby dziennikarz, trochę lepszy kulturoznawca, marny operator ;) i całkiem niezły kierownik produkcji – filmowej – rzecz jasna.
Z doświadczenia sprzątaczka z Manhattanu (bez kitu), sprzedawczyni w 0,99$ Store z Greenpointu, tancerka orientalna, kelnerka, marketingowiec, tygodniowy kierownik działu marketingu, dosyć poważna asystentka kierowników produkcji, mniej poważny reżyser, producent, operator we własnej JEDNO OSOBOWEJ działalności gospodarczej i wreszcie stara starego i matka 6-letniego kucharza.