Maria Enders – Juliette Binoche

Nie lubię pisać źle o filmach. Może dlatego, że sama je próbuje tworzyć i brzydzę się krytyką osób, które nie znając się na czyjejś pracy podejmują się pisania niepochlebnych opinii. Dlatego do połowy filmu myślałam, że nie skomentuję filmu Sils Maria. Tymczasem ku mojemu zaskoczeniu film zasługuje na kilka słów. Zdecydowanie został mi w głowie. To kolejny film z Juliette Binoche, który nie do końca mi się podobał, ale stale o nim myślę. Maria Enders (Juliette Binoche) to aktorka w wieku średnim. Jej asystentka (Kristen Stewart) jest młoda ok. 20 lat. Z jednej strony wydają się być bardzo podobne. Mają podobne poczucie humoru, styl. Znają się bardzo dobrze. Spędzają ze sobą większość czasu. Jednak widać w ich relacji ogromną barierę, jaką jest wiek. Znam to uczucie choć mam 30 a nie 50 lat. Taką więź miałam ze swoją 20 letnią stażystką. Energiczna, pewna siebie, ambitna, przebojowa – taka też byłam w jej wieku. Teraz czułam między nami dużą różnicę i niektóre jej słowa dosłownie kuły mnie w uszy. Jej nadmierna, choć normalna na ten wiek, pobudliwość, zachwyt wydarzeniami świata show biznesu, współczesnego kina wysokobudżetowego i muzyki masowej – dosłownie mnie wkurwiała i nie mam do teraz pojęcia z jakiego powodu. Mam wrażenie, że to samo działo się z Marią Enders. Na początku główna bohaterka jest dla mnie irytująca, a jej asystentka zdaję się mieć przesrane życie, nie pracę, ale życie, które jest jej pracą. Stale na telefonie, ba, na dwóch telefonach, w permanentnym zespoleniu ze swoją szefową (jakkolwiek nie byłaby zajebista, nie zniosłabym tego) i ciągle w cieniu czyjejś osoby. Jednak z biegiem wydarzeń w obliczu różnych sytuacji Maria Enders zaczyna być bardzo ludzka, zaczynam ją rozumieć. Jej irytujące, czasami zgorzkniałe zachowanie jest mi co raz bliższe, bardziej naturalne. Całe otaczające ją środowisko młodszych ludzi jest całkowicie sfokusowane na wydarzenia nie mające zupełnie znaczenia. Ich zachowania skrajne i takie… po prostu celebryckie są tak wkurwiające, że człowiek przynajmniej z ulgą stwierdza, że takiego życia nie chcemy. Dziwnie Maria Enders przypomina mi pod jednym względem bohaterkę filmu Sponsoring Małgorzaty Szumowskiej ( w tej roli również Juliette Binoche). Te zupełnie inne osoby łączy samotność. Taka samotność wewnętrzna, w zestawieniu ze środowiskiem w którym muszą egzystować. Na szczęście zawsze znajdzie się jedna osoba, która stanowi wyjątek. Młody reżyser, który docenia klasę starszej aktorki ponad nowoczesność młodej.

Written By

Four The Same Fingers

Mieszkam w szklarni. Dosłownie mój dom to szklarnia. Cóż mogę powiedzieć. Starego poniosła wyobraźnia :D nie ubolewam, bo mieszkając na dolnośląskiej wsi mam namiastkę Skandynawii. Mam 30 lat na karku i kilka fanpage’ów. Żaden nie daje pełnego upustu dla mojego ekshibicjonizmu. To dało powód do narodzin FOURTHESAMEFINGERS. Skąd ta nazwa? Opowiem niebawem w telewizji śniadaniowej ;) Z wykształcenia nie chwaląc się zupełnie, słaby dziennikarz, trochę lepszy kulturoznawca, marny operator ;) i całkiem niezły kierownik produkcji – filmowej – rzecz jasna. Z doświadczenia sprzątaczka z Manhattanu (bez kitu), sprzedawczyni w 0,99$ Store z Greenpointu, tancerka orientalna, kelnerka, marketingowiec, tygodniowy kierownik działu marketingu, dosyć poważna asystentka kierowników produkcji, mniej poważny reżyser, producent, operator we własnej JEDNO OSOBOWEJ działalności gospodarczej i wreszcie stara starego i matka 6-letniego kucharza.