KUBA. ZWIEDZANIA CZĘŚĆ DRUGA.

Dzisiaj ledwo podniosłam się z łóżka. W 10min. zebrałam siebie i Ludwika, żeby zdążył na śniadanie w przedszkolu. Powrót do domu. Tam czeka na mnie mój prześladowca, który karze mi pracować… czyli moja asysta! Obiecałam sobie, że będę biegać 3 razy w tygodniu i ten drugi raz wypada dzisiaj …..  a ja ledwo chodzę.

I znowu trzeba myślami wrócić do najbardziej zajebistego miejsca na ziemi, czyli na Kubę!

CAYO SANTA MARIA 

Pierwsze miejsce, które zobaczyłam na Kubie to plaże na półwyspie Cayo Santa Maria, na który prowadzi Pedraplen (na filmie wkrótce) czyli 50 kilometrowa grobla. Godzinna podróż przez ocean robi wrażenie, ale tylko przez pierwsze 15min.  Fakt, że na półwysep prowadzi tylko ta droga jest dość uciążliwy, bo żeby zobaczyć Kubę, trzeba za każdym razem przemierzać tę groblę. Zatem tym , którzy będą dużo jeździć nie polecam stałego noclegu na Cayo Santa Maria. Z drugiej zaś strony plaże i krajobrazy są tam naprawdę magiczne. Hotel w, który mieszkaliśmy czyli Playa Cayo Santa Maria utrzymany był w kubańskim klimacie, od rana do nocy w lobby i nad basenem słychać było muzykę kubańską na żywo, unosił się zapach cygar, najlepszy rum i złote whiskey lały się bez limitu –  czego chcieć więcej…

DELFINARIUM

W ¼ drogi przez groble znajduje się Delfinarium, ale nie taka podpierdóła jak na Majorce, czy pewnie w innych częściach Europy, tylko miejsce, w którym możesz autentycznie z tymi zwierzętami poprzebywać. Marzyło mi się to od dziecka, ale jak do wszystkiego człowiek dojrzewa. Niestety delfinarium to nic innego jak cyrk, tyle tylko, że występują w nim delfiny, w ciut lepszych warunkach, ale nadal nie na wolności – pomimo tego, że spotkanie z tym pięknym zwierzęciem może być spełnieniem dziecięcych marzeń to i tak mówię temu NIE.

 

REMEDIOS

No, ale nie po to lecisz na drugi koniec świata, żeby leżeć na plaży czy też bawić się z delfinami … choć nie narzekałam i na to 😉 ale KUBA to przede wszystkim kolonialne kolorowe miasteczka, lokalesi tańczący salsę w małych klubach, auta z lat 50tych, piękni, zawsze uśmiechnięci ludzie. To właśnie spotkałam 1ego dnia wynurzenia się w głąb lądu. Pierwsze miejsce czyli REMEDIOS, najmniej turystyczne i najbardziej swojskie miejsce na wyspie. Z hotelu dotarliśmy tam taksówką i to był nasz główny środek transportu na wyspie. W tym miejscu czyli w Santa Maria nie było mowy o komunikacji miejskiej. Można wypożyczyć samochód, ale ich polisy są dosyć słabe. Zniechęcił nas fakt wpłaty własnej za szkodę. Oczywiście można zwiedzać z biurem, ale ta forma nie przystoi prawdziwym globtroterom i hipsterom z Polski… Podróżowanie taksówką finansowo wyszło tak samo, a bagaż doświadczeń na pewno o wiele większy.

 

TRINIDAD

Kolejnym punkt na kubańskiej mapie to TRINIDAD. Podobno najstarsze miejsce na Kubie. Położone u podnoża gór, co robi duże wrażenie.

KUBA. ZA CO JĄ KOCHAM.

FB INSTA

Written By

Four The Same Fingers

Mieszkam w szklarni. Dosłownie mój dom to szklarnia. Cóż mogę powiedzieć. Starego poniosła wyobraźnia :D nie ubolewam, bo mieszkając na dolnośląskiej wsi mam namiastkę Skandynawii.
Mam 30 lat na karku i kilka fanpage’ów. Żaden nie daje pełnego upustu dla mojego ekshibicjonizmu. To dało powód do narodzin FOURTHESAMEFINGERS. Skąd ta nazwa? Opowiem niebawem w telewizji śniadaniowej ;)
Z wykształcenia nie chwaląc się zupełnie, słaby dziennikarz, trochę lepszy kulturoznawca, marny operator ;) i całkiem niezły kierownik produkcji – filmowej – rzecz jasna.
Z doświadczenia sprzątaczka z Manhattanu (bez kitu), sprzedawczyni w 0,99$ Store z Greenpointu, tancerka orientalna, kelnerka, marketingowiec, tygodniowy kierownik działu marketingu, dosyć poważna asystentka kierowników produkcji, mniej poważny reżyser, producent, operator we własnej JEDNO OSOBOWEJ działalności gospodarczej i wreszcie stara starego i matka 6-letniego kucharza.