KUBA HAWANA

REMEDIOS pewnie by wygrało ten ranking najzajebistszych miejsc na wyspie gdyby nie ……..HAWANA oczywiście.

Stolica Kuby to połączenie upadku i wolności. Widać to w budynkach, w ludziach. Rewolucja jest dookoła nas. Czuje się tam bardzo skrajne uczucia od wznoszących na wyżyny po przygnębiające. Wszystko tworzy schizofreniczną całość.  W jednym kadrze widzimy sypiące opuszczone budynki otulone przez piękne, odrestaurowane kamienice. Tak jakby połączenie najbiedniejszej dzielnicy Kolumbii z najbogatszą dzielnicą Paryża. Wydaję się, że w tym miejscu, w którym nie widziałam ani jednego sklepu (po za tym na zdjęciu poniżej) nie znajdziemy ani jednej knajpki. Tymczasem okazuję się, że jest ich mnóstwo. Nigdzie nie zabraknie dobrego menu i cudownego kolonialnego klimatu. Hawaną jestem absolutnie zachwycona i nasze dwa dni to stanowczo za mało. Zatem już planuję powrót.

PLAC REWOLUCJI

MALECON

KAPITOL

OLD HAVANA

NOCLEG

Jak większość poważnych blogerów 😉 polecam noclegi w casach. Casy są bardzo tanie, nasza kosztowała 10 CUC (czyli mniej więcej 10EUR) od osoby za noc. Jednakże zarezerwowanie tak taniej casy nie jest takie łatwe, a na pewno nie tydzień przed odlotem 🙂 Zatem postarajcie się zarezerwować casę jak najszybciej. Na większości portali po rezerwacji miejsca otrzymywałam maila z informacją, że casa jest jednak zajęta…. a wybrałam Casa Luisa http://www.hostelsclub.com/hostel-pl-30707.html. Zaryzykowałam i skorzystałm z portalu, którego nie znam zupełnie. Trzeba wpłacić za jego pośrednictwem zaliczkę, która jest niewielka.  Dlatego nie to mnie stresowało, ale fakt, czy ten nocleg będzie na nas czekał. Na szczęście taksówkarz, który woził nas po wyspie zapewnił, że w razie w ma jakieś alternatywy 🙂 no i na szczęście też okazało się, że Luisa na nas czekała, a dojechaliśmy w godzinach wieczornych. Luisa to przesympatyczna Kubanka, a sama lokacja przeszła moje najśmielsze oczekiwania – czysto, stylowo, mega gościnnie. Luisa poczęstowała nas rumem, który okazał się zbawieniem, bo na próżno szukać sklepu w Hawanie. Rano czekało na nas mistrzowskie śniadanie. Luisa nie mówi po angielsku. Za to w jej menu znajdują się zdjęcia każdej potrawy, którą proponuje nam na śniadanie 🙂 Na koniec gospodyni rzuciła po kubańsku, że pokój w którym mieszkałam z Mr. M. należał kiedyś do niej … z usmiechem na twarzy oznajmiła, że ….with  amigos ….  por dineros …. 😀 nad łóżkiem wisiało spore lustro, więc nie wydało mi się to dziwne 😀

KUBA. ZA CO JĄ KOCHAM.

KUBA. ZWIEDZANIA CZĘŚĆ DRUGA.

Written By

Four The Same Fingers

Mieszkam w szklarni. Dosłownie mój dom to szklarnia. Cóż mogę powiedzieć. Starego poniosła wyobraźnia :D nie ubolewam, bo mieszkając na dolnośląskiej wsi mam namiastkę Skandynawii. Mam 30 lat na karku i kilka fanpage’ów. Żaden nie daje pełnego upustu dla mojego ekshibicjonizmu. To dało powód do narodzin FOURTHESAMEFINGERS. Skąd ta nazwa? Opowiem niebawem w telewizji śniadaniowej ;) Z wykształcenia nie chwaląc się zupełnie, słaby dziennikarz, trochę lepszy kulturoznawca, marny operator ;) i całkiem niezły kierownik produkcji – filmowej – rzecz jasna. Z doświadczenia sprzątaczka z Manhattanu (bez kitu), sprzedawczyni w 0,99$ Store z Greenpointu, tancerka orientalna, kelnerka, marketingowiec, tygodniowy kierownik działu marketingu, dosyć poważna asystentka kierowników produkcji, mniej poważny reżyser, producent, operator we własnej JEDNO OSOBOWEJ działalności gospodarczej i wreszcie stara starego i matka 6-letniego kucharza.