Dzień przed wyjazdem na hiszpańskie wakacje udałam się z kumpelą do mojego ulubionego kina, czyli kino nowe horyzonty na seans pod tytułem JULIETTA, z hiszpańskiego HULIETTA.

Po seansie długo myślałam……, co myśleć….

Żeby była od razu jasność – Pedro Almodovar to jedyny twórca, którego posąg postawiłabym chętnie w przedpokoju jako swoje guru i mogłabym się do niego modlić co wieczór. Jestem jego wyznawcą, nie wiem czy jedynym, ale na pewno bardzo wiernym. Widziałam chyba wszystkie jego filmy i większość KOCHAM. Zatem co dzieje, się ze mną gdy do kin wchodzi jego kolejny film? Otóż absolutnie mięknie mi serce, rozpływam się jak po zjedzeniu brownie z lodami. Kumpela po seansie pyta: i jak? Ja na to, że nie wiem…. bo skąd mam wiedzieć, skoro wielbię go pod niebiosa, Ogarnia mnie konsternacja  – Jak mam oceniać swojego guru??? Toż to zakrawa na zdradę. Będę się smażyć w piekle, nie mogę, no nie mogę.

Po chwili rozmyślania, co jest zawsze najpiękniejszą chwilą po filmach Almodovara – dotarło do mnie. To mistrzostwo! 😀 Przypomniałam sobie ostatnią twórczość reżysera, czyli Przerwane objęcia i Przelotni Kochankowie. Pierwsze – nieudany dramat kompletnie, drugie fatalna komedia –  czyli jednak potrafię być obiektywna w stosunku do mistrza.

Zatem spróbuje zwięźle podjąć krytykę….

Julietta zawiera się w samych słowach na W (jak wszytkie filmy, których dystrybutorem jest GUTEK FILM yhm „sarkazm”) WYBITNY, WYJĄTKOWY,WSPANIAŁY, gdyby marvelous było na W też bym dodała. To dramat z namiastką (niewielką tym razem) czarnego humoru ( w tej roli główna bohaterka KIKi). Cudownie opowiedziana historia kobiety, z którą utożsamić może się każda z nas, bez względu na zbieżność lub rozbieżność doświadczeń.  Piękna aktorka, piękne lokacje, cudowne zdjęcia skąpane w kolorach czerwonym i niebieskim. Typowa jak dla Almodovara kontrastowa gra kolorów w każdym ujęciu, konsekwentnie tworząca ten niezwykły świat. Mnogość symboli sprawia, że każda scena jest jak strona książki i chce się czytać ją bez końca.

Wydawać by się mogło – jak mało Almodovara w Almodovarze. Tymczasem jest go bardzo dużo, choć może nie wprowadził tym razem wielu dziwacznych postaci, miejsc i żenujących sytuacji. Za to nikt nie operuje tak kontrastowymi kolorami w zdjęciach w celu przekazania treści obrazu. Żaden twórca nie robi tego w tak konsekwentny sposób. To jest jego styl bez względu na gatunek w którym się porusza. Ten film jest jak obraz. Jak przestać go kochać? Jeśli to czytasz Pedro – pozwól sobie nosić kawę …

Written By

Four The Same Fingers

Mieszkam w szklarni. Dosłownie mój dom to szklarnia. Cóż mogę powiedzieć. Starego poniosła wyobraźnia :D nie ubolewam, bo mieszkając na dolnośląskiej wsi mam namiastkę Skandynawii. Mam 30 lat na karku i kilka fanpage’ów. Żaden nie daje pełnego upustu dla mojego ekshibicjonizmu. To dało powód do narodzin FOURTHESAMEFINGERS. Skąd ta nazwa? Opowiem niebawem w telewizji śniadaniowej ;) Z wykształcenia nie chwaląc się zupełnie, słaby dziennikarz, trochę lepszy kulturoznawca, marny operator ;) i całkiem niezły kierownik produkcji – filmowej – rzecz jasna. Z doświadczenia sprzątaczka z Manhattanu (bez kitu), sprzedawczyni w 0,99$ Store z Greenpointu, tancerka orientalna, kelnerka, marketingowiec, tygodniowy kierownik działu marketingu, dosyć poważna asystentka kierowników produkcji, mniej poważny reżyser, producent, operator we własnej JEDNO OSOBOWEJ działalności gospodarczej i wreszcie stara starego i matka 6-letniego kucharza.